Prezydent USA, Barack Obama, powiedział zgromadzonym w kościele, w którym wcześniej przemawiał nieraz Martin Luther King Jr., że wiara daje mu spokój w trudnych czasach.
W dniu Martina Luthera Kinga Jr. Obama przemawiał do prawie 300 osób zgromadzonych w kościele Vermont Avenue Baptist Church w Waszyngtonie. Mówił o Kingu, który dał inspirację jego pokoleniu oraz o tych, którzy przyszli po nim, by walczyć o prawa obywatelskie, w szczególności o równość rasową.
Pierwszy czarnoskóry prezydent Stanów Zjednoczonych nazwał Kinga i tych, którzy z nim współpracowali, „pokoleniem Mojżesza”. Wezwał też zgromadzonych, których określił mianem „pokolenia Jozuego”, by powrócili do podstaw, w czasach, gdy kraj stawia czoła wyzwaniom „nowego wieku”.
Przemawiając Obama zachęcał obecnych do optymizmu nawet w trudnych czasach i zwracania uwagi na postęp, nawet, jeśli jest on niewielki. Prezydent dodał też, że nauczył się od Kinga polegania na wierze w zmaganiu się ze sprzeciwami i trudnymi okolicznościami.
„On (King) miał wiarę, że Bóg da wyjście nawet tam, gdzie go nie ma. Czasem ludzie pytają mnie: dlaczego wyglądasz na tak spokojnego? Muszę coś wyznać. Bywają czasy, gdy nie jestem taki spokojny. Czasem postęp wydaje się zbyt mały. Czasem słowa, które są o mnie wypowiadane, bolą. Czasem zdaje się, że wszystkie te wysiłki są na nic, że zmiany są boleśnie powolne. Muszę wtedy zmagać się z własnymi wątpliwościami. To właśnie wtedy wiara daje mi spokój” - powiedział Obama.
Mówiąc o trudnościach, prezydent odniósł się do swych starań, by podnieść kraj z kryzysu ekonomicznego, a także by została przyjęta reforma zdrowotna.
Wraz Obamą do kościoła przyszła pierwsza dama, Michelle Obama oraz ich córki – Malia i Sasha.
Tłumaczenie i opracowanie: Chrześcijanin24.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Źródło: ChristianPost.com