Co łączy grono znanych osób o nazwiskach: Blaise Pascal, Hans Christian Andersen, Abraham Lincoln, Charles Dickans, George Washington, Mark Twain, Thomas A. Edison, Winston Churchill, Charles Chaplin, Agatha Christie, Franklin D. Roosevelt, George Patton, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Yehudi Menuhin, Elżbieta II?
Otóż to, że wszyscy oni byli edukowani w rodzinnych domach!
Szkoła jaka jest – nie każdy wie...
Jestem ojcem czternastoletniej córki, która swoją edukację kontynuuje w sposób charakterystyczny dla przeciętnych polskich rodzin w państwowych, lokalnych szkołach. Jako rodzina osób wierzących, na przestrzeni lat napotykaliśmy typowe w polskich warunkach szkolnych problemy z dyskryminacją środowiskową córki ze względu na praktykowaną, niekatolicką wiarę, oraz owoce złego wpływu środowiska na jej życie. Nasza córka poddawana różnym autorytetom młodocianych liderów począwszy od przedszkola, przychodziła do domu pod dużym i częstym wpływem różnych presji, które nie korygowane, mogły doprowadzić do wielu nieszczęść. Presje te, to narzucany przez środowisko, panujący wśród młodych ludzi styl bycia: stereotypy spostrzegania świata, rodziców, osób starszych, nieposłuszeństwo, agresja, wulgaryzmy, skłonności do „wyluzowania” seksualnego, używek, kłamstwo, nienawiść, niechęć do nauki, lansowany przez program edukacyjny humanizm, herezje naukowe, ateizm etc.). Na szczęście przez wyjątkową ofiarność i poświęcany czas, głównie mojej żony, udało się zapanować nad atakującymi nas „zarazami”. Wspólnie, często modliliśmy się, uczyliśmy naszą córkę Słowa Bożego, wbrew dzisiejszym tendencjom okazywaliśmy jej miłość również przez karcenie i stawianie wymagań. Budowaliśmy fundamenty jej wiary i wyraźnie stawialiśmy biblijne normy dotyczące grzechu, Bożych oczekiwań i możliwości dzięki życiu z Jezusem na co dzień. Obecnie nasza ukochana pociecha skończyła kilkuletnią naukę choreografii, plastyki, malarstwa, jest liderem młodzieżowej grupy muzycznej w chrześcijańskiej wspólnocie, zaczęła komponować muzykę i pisać teksty, ukończyła szkołę biblijną i od tego roku uczęszcza do szkoły liderów, mówi płynnie po angielsku, w szkole podstawowej miała zawsze średnią w okolicach 5,5 a w gimnazjum równo 5,0, przez dwa lata z rzędu była przewodniczącą szkoły, a przez trzy lata – klasy. Nie jesteśmy jednak typową dla polskiego społeczeństwa rodziną, ponieważ wszyscy nawróciliśmy się do Boga i jako rodzina chrześcijańska pragnąca służyć Jezusowi, mamy przewagę naszej wiary nad złem, które niszczy wielu ludzi. Będąc jednak w pełni świadomi, że na pełną radość z sukcesu wychowawczego jest zdecydowanie zbyt wcześnie, oczekujemy z żoną na długotrwały owoc Bożej wiary, będąc gotowymi wziąć całkowitą odpowiedzialność za dalszą edukację córki i jej przyszłość. I cała chwała w tym jest dla Boga!
Powołani do ojcostwa
Przygotowując się do tego artykułu przyszła mi do głowy pewna historia „z życia wzięta”, która niegdyś bardzo mną wstrząsnęła i uświadomiła, z jak poważnymi problemami, jako odpowiedzialne społeczeństwo, musimy się zmierzyć. Na przełomie trzeciej i czwartej klasy szkoły podstawowej, klasa mojej córki doświadczyła standardowej zmiany wychowawcy. Grupę doskonale prowadzoną przez pedagoga „starej daty”, który doprowadził do wielu sukcesów klasy i jednostek, przejęła młoda wychowawczyni, tuż po studiach. Te same dzieci, które dotychczas odznaczały się dobrymi wynikami w nauce i doskonałym zachowaniem, stały się całkowicie nie do poznania. Dobrzy uczniowie zaczęli bez pytania nauczyciela o zgodę wychodzić podczas lekcji z klasy, inni chodzić po ławkach, kłócić się i publicznie pogardliwie dyskutować z nauczycielami. Po pierwszym miesiącu sytuacja ta zakończyła się interwencyjnym zebraniem rodziców. Młoda nauczycielka, opisując rodzicom problemy z jakimi się spotyka, poprosiła o pomoc. Rodzice niemal jednogłośnie podjęli gorącą dyskusję uchwalając, że sprawą ich dzieci powinien zająć się szkolny psycholog... Zbulwersowany takim nieodpowiedzialnym podejściem rodziców zacząłem uświadamiać zgromadzonych, że całkowitą odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci ponoszą rodzice, nie szkolny psycholog.
Sytuacja ta jednak sprowokowała mnie, aby znaleźć odpowiedź w Słowie Bożym, jak to naprawdę powinno być. Odkryłem, że Bóg powołując Abrahama (I Mojż. 18,19), powołał go przede wszystkim jako ojca. Ojcostwo, dla wielu chrześcijan kojarzy się jedynie z inicjacją wiary i posłuszeństwa przed Bogiem. Słowo jednak mówi głębiej, że Bóg powołał Abrahama aby nakazał synom swoim i domowi swojemu po sobie by strzegli Bożej drogi, aby przestrzegali i zachowywali Boże prawo i sprawiedliwość na ziemi. Przestrzeganie tego edukacyjnego, Bożego przykazania przez Abrahama, warunkuje wypełnienie przez Boga obietnic względem niego i jego przyszłych pokoleń. Jak zapewne wszyscy doskonale wiemy, że w Jezusie jesteśmy uczestnikami i spadkobiercami błogosławieństwa Abrahama (Gal. 3,14), obowiązuje nas więc ten sam warunek: aby Bóg mógł mnie błogosławić, ja powinienem wziąć odpowiedzialność za edukację swoich dzieci. Podkreślę tu słowo „ja” (rodzic), nie państwo! Rozwijając tę myśl, aby Bóg naprawdę objawił się i błogosławił kraj, ludzie wierzący muszą wziąć odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci przed Bogiem. Nieświadomość w tej kwestii nie zmienia faktu Bożego powołania rodziców do odpowiedzialności za edukację...
Homescooling – moda, czy powinność
Niebawem też dostrzegłem homeschooling, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem... Homeschooling, czyli edukacja domowa istnieje od dawna, w narodzie żydowskim była podstawą jego kultury, jej źródła są w Piśmie Świętym. Bóg najpierw stworzył rodzinę. Nie stworzył więc pierwotnie państw, polityków i systemów politycznych. Model monarchicznego państwa i króla, Izrael przyjął jako wyraz naśladowania pogan. Dzisiejsze systemy polityczne nie sprzyjają rodzinom, „nowoczesna” Europa lansuje homoseksualizm, laicka kultura jakby z premedytacją walczy o osłabienie rodziny... Dlaczego? Być może dlatego, że dzisiejsze czasy nad wyraz uwidaczniają czasy końca, walkę „wręcz” dobra ze złem. Być może również dlatego, że jeżeli będą zburzone podstawy, cóż poczną sprawiedliwi (Ps. 11,3)? Rodzina była, jest i będzie biblijną podstawą społeczeństwa. Od jej jakości zależy jakość całego narodu. To dom „wytapia” charakter i kształtuje człowieka. Wpływ charakteru i myśli wszczepionych w domu, znajduje swój wyraz w szkołach, kościołach, mediach, rządach i gospodarkach narodowych. Będziemy mieć dobrych obywateli, jeżeli będziemy mieć dobrych rodziców. Biblia uczy, że dom jest pierwotną placówką, gdzie kształtuje się następne pokolenia. Dzisiejszy problem społeczny polega na tym, że wielu ludzi wychowanych w systemie PRL-u, polskiej neopogańskiej, „chrześcijańskiej” świadomości, podobnie jak ja, nie wiedziało o innych metodach nauczania niż systemowe, nie słyszało też o Bożych planach dla swoich rodzin i Bożym powołaniu do ojcostwa Abrahamowego.
Dziecko – „własność” rodziców czy państwa?
Tym natomiast, którzy słyszeli o Bożej odpowiedzialności za edukację, oraz tym, którzy chcą ją praktykować, państwo jako organizacja stworzona, aby służyć obywatelom „kradnie” ich wolne prawo wyboru do sposobu edukacji własnych dzieci, ograniczając je i nie dotując. O ile każdy może swobodnie dokształcać swoje dzieci po lekcjach, nie może jednak swobodnie decydować o sposobie podjęcia indywidualnej drogi edukacji. Jasnym jest, że nie wszyscy muszą chcieć skorzystać z domowej formy edukacji, jednak niedopuszczalnym jest fakt, że ci rodzice, którzy chcieliby wziąć pełną odpowiedzialność za edukację swoich pociech, nie mogą swobodnie tego zrobić. Obecnie w Polsce na podstawie Ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty czytamy, że na wniosek rodziców dziecka dyrektor podstawowej szkoły publicznej, w której obwodzie dziecko mieszka, może zezwolić na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego „poza szkołą” na określonych przez siebie warunkach. Dziecko, które otrzyma taką zgodę dyrektora na spełnianie swojego ustawowego obowiązku szkolnego może otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas lub ukończenia całej szkoły na podstawie egzaminów klasyfikujących. Decyzja więc o sposobie nauki naszych dzieci leży w rękach urzędnika państwowego, a nie rodzica. Dodatkowo ograniczona jest jedynie horyzontem szkoły podstawowej.
Poznać metodę po owocach
Doświadczenia amerykańskie, kraju, który stał się pionierem naszych czasów w homeschoolingu pokazują, że edukacja domowa przynosi szokująco pozytywne efekty dla dzieci, rodziców i państwa, i może trwać nawet do poziomu studiów. Dla dzieci: ponieważ jak dokumentują badania weryfikacyjne tej metody, nauka domowa jest często o wiele krótsza godzinowo, bardziej dogłębna, pozbawiona stresów związanych z przeładowaniem programu nauczania, zagrożeń wynikających z kontaktów z rówieśnikami, a przede wszystkim bardziej skuteczna. Dzieci kształcone w domu wykazują wyższy poziom wiedzy od dzieci kształconych publicznie o ok. 30%. Dla rodziców: ponieważ integruje rodziny, jest możliwością dokształcania się również dla rodziców. Dla Państwa, ponieważ jest metodą tańszą o ponad 90% w stosunku do metody publicznej. Dodatkowo dzieci kształcone w domach udzielają się społecznie i politycznie znacznie częściej, niż dzieci kształcone publicznie. Współczynnik zaangażowania w życie społeczne (społeczności lokalnych, organizację akcji społeczno-politycznych, udział w wyborach, akcjach środowiskowych, etc.) dla dzieci ze szkół publicznych wynosi 35%, a dla dzieci wykształconych przez rodziców w domach 70%. W USA rodziny wybierając domową formę edukacji mogą liczyć na dofinansowanie rządowe. W Polsce niestety nie jest to możliwe. Badania Instytutu Frasera w Vancouver (Kanada) wykazały, że dzieci uczone w domach są szczęśliwsze, lepiej przystosowane społecznie i bardziej towarzyskie niż dzieci ze szkół zinstytucjonalizowanych. Dziecko nauczane w domu uczestniczy w wielu zajęciach z innymi dziećmi uczonymi tą metodą, 98% z nich bierze udział w dwóch lub więcej ponadprogramowych dziedzinach tygodniowo takich jak wycieczki terenowe, lekcje muzyki itp. W USA na przestrzeni zaledwie ostatnich 30 lat metoda ta swoim rozmiarem sięgnęła ponad 1,3 mln rodzin. Muszę tu nadmienić, że w Stanach Zjednoczonych metoda ta od początków powstania tego państwa przez ponad 400 lat stanowiła podstawową formę edukacji. Później jednak, pod wpływem rozwoju cywilizacji społeczeństwo przekazało swoje prawa edukacyjne rządowi, który bardzo szybko doprowadził do całkowitego upadku jakości edukacji w tym kraju...
O dodatkową opinię na temat polskiego homeschoolingu poprosiłem Bogumiła Jarmulaka, autora wielu artykułów, autora wielu publikacji na temat polskiej edukacji domowej.
W.K Jaka jest różnica pomiędzy homeschoolingiem a prywatnymi szkołami chrześcijańskimi?
B.J: Podstawowa różnicą jest oczywiście miejsce, w którym odbywa się edukacja dziecka, a co za tym idzie również kontekst społeczny. Homeschooling, czyli edukacja domowa, odbywa się w domu, a nauczycielem jest zazwyczaj matka dziecka. Należy przy tym pamiętać, ze edukacja domowa nie jest zjawiskiem wyłącznie chrześcijańskim, choć z tego, co wiem, większość homeschoolersow w Stanach Zjednoczonych to chrześcijanie.
W.K: Która z powyższych metod jest skuteczniejsza?
B.J: Nie sądzę, że można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, gdyż skuteczność edukacji domowej, podobnie jak i szkolnej, zależy w znacznym stopniu od predyspozycji i zaangażowania osoby edukującej dziecko. Znam kilka rodzin w Stanach Zjednoczonych, które nauczają dzieci w domu, i z ich doświadczenia mogę powiedzieć, ze im starsze dzieci, tym większą rolę w ich edukacji odgrywają tzw. kooperatywy, czyli grupy rodziców zaangażowanych w edukacje domowa, którzy współpracują w nauczaniu szczególnie trudniejszych przedmiotów, np. fizyki lub chemii. Takie grupy powstają często przy kościołach, które udostępniają im pomieszczenia potrzebne do wspólnych zajęć. Można wiec powiedzieć, ze z wiekiem uczniowie coraz mniej czasu poświęcają na naukę w domu, a coraz
więcej na naukę w grupie, co można już porównać do nauki w szkole.
Warto przy tym zwrócić uwagę na to, ze zarówno edukacja domowa, jak i nauka w szkole społecznej (chrześcijańskiej) mają tę przewagę nad szkołą publiczną, że zapewniają rodzicom większą kontrolę na tym, co dzieje się w szkole i co jest treścią nauczania. Nie bez znaczenia jest także wielkość szkoły i ilość dzieci w klasie, a szkoły publiczne to zazwyczaj molochy, w których trudno o dyscyplinę i odpowiednie bezpieczeństwo uczniów.
W.K: Jakie widzi Pan zagrożenia związane z homschoolingiem w Polsce?
B.J: Trudno mówić o zagrożeniach związanych z edukacja domową gdyż jest ona
obecnie w Polsce niezwykle trudna ze względu na obowiązujące przepisy. Nie ma bowiem jednoznacznych przepisów określających, na jakich zasadach można edukować dzieci w domu, a rodzice decydujący się na edukację domową nie mogą być pewni, czy warunki określone przez dyrektora szkoły rejonowej nie zmienią się z dnia na dzień. Zatem największym zagrożeniem jest brak jasnych i konkretnych regulacji prawnych w tej kwestii, co zwiększa ryzyko związane z edukacja domową.
Oczywiście można mówić o innych zagrożeniach, a mianowicie związanych z samą realizacją obowiązku szkolnego w domu. Takim zagrożeniem są chyba przede wszystkim nieodpowiedzialni rodzice, którzy zbyt błacho podchodzą do nauczania dzieci w domu, zapominając, ze wymaga ono zdyscyplinowania i odpowiednio silnej motywacji z ich strony. Źle umotywowani i nieodpowiednio przygotowani rodzice to po prostu źli nauczyciele.
Więcej informacji na temat homeschoolingu można uzyskać na stronach:
www.edukacja.domowa.pl oraz www.homeschooling.com



Archiwum






